Volts
Written by GambiT    Thursday, 21 January 2010 15:49    PDF Print E-mail

AC/DC – „Volts"

 

AC/DC - Volts

 

 

„Volts” to integralna część zestawu pt. „Bonfire”, której „Daniem głównym” są niepublikowane nigdy wcześniej nagrania studyjne.

I tak: rozpoczynający płytę „Dirty Eyes” to bardzo wczesna wersja „Whole Lotta Rosie”. Utwór ten miał się początkowo znaleźć na EP-ce razem z utworami takimi jak „Carry me Home” i „Love at first feel”. Ostatecznie „Love…” znalazło się na albumie „Dirty Deeds Done Dirt Cheap”, „Carry me Home” wylądowało na B stronie jednego z singli, a „Dirty Eyes” poczekało sobie kilka miesięcy, i po prze aranżowaniu i napisaniu nowego tekstu trafiło jako „Whole Lotta Rosie” na album „Let There Be Rock”.Nie ma sensu porównywać „Dirty Eyes” do „Whole…” bo, mimo że główna partia gitary jest identyczna, to głównie za sprawą linii wokalnej są to w zasadzie dwa różne utwory, przy czym wcale nie jest takie oczywiste, że późniejsza wersja jest lepsza.

Kolejny utwór to „Touch too much” doskonale znany z „Highway to hell”…. zaraz zaraz, wróć: ta wersja tego utworu ma zupełnie inny (poza refrenem) tekst, inne, wolniejsze tempo, jest dłuższa i zdecydowanie mniej przebojowa od wersji finalnej. W takim „stanie” ten utwór doskonale pasowałby na pierwszą lub drugą płytę grupy.

Dalej mamy niczym nie różniące się od wersji płytowej wykonanie „If you want blond”, oraz numer o nazwie „Back Seat Confidential”, z którego po niewielkiej zmianie muzyki, tytułu i tekstu wykluło się „Beating Around The Bush”. Utwór w tej wersji brzmi bardzo interesująco, i chyba nie gorzej od tego co ostatecznie trafiło na „Highway to hell”.AC/DC - Volts

Z kolei następny na albumie „Get it hot”, również zaprezentowany we wczesnej wersji, jest troszkę niemrawy i dobrze, że podczas ostatecznej sesji zyskał solidnego kopa.

Po tej garści studyjnych rodzynków dostajemy dwa utwory koncertowe, po pierwsze wspaniałe wykonanie „Sin City” z miażdżącym basem Cliffa Williamsa, i jak zawsze świetnym wokalem Bona Scotta. Ta wersja „miasta grzechu” to według mnie najlepsze wykonanie tego utworu w ogóle.

Drugim koncertowym „rarytasem” jest „She’s Got balls”, utwór bardzo rzadko wykonywany na żywo, i ogólnie dosyć nietypowy jak na AC/DC – bardzo ciężki i „marszowy”. W wersji koncertowej bardzo dużo ten kawałek zyskał.

Końcówka płyty przynosi trzy utwory znane już wcześniej – wiernie odegrany, choć nieco pozbawiony mocy, cover Chucka Berry’ego „School Days”(z płyty „T.N.T.”), oraz „It’s a long way to the top” i „Ride On”. Można troszkę pomarudzić, że wrzucono na płytkę właśnie te utwory zamiast jeszcze kilku trudnych do zdobycia utworów, ale ogólnie „Volts” to mus dla każdego prawdziwego fana AC/DC.


 

Tomash