AC/DC – „Dirty Deeds Done Dirt Cheap"

5 listopada 1976 roku wydany zostaje drugi ogólnoświatowy, studyjny album rock'n'rollowców z Australii, pod tytułem "Dirty Deeds Done Dirt Cheap". Premiera w Stanach Zjednoczonych zostaje przełożona aż do 1981 roku (już po śmierci Bona Scotta), gdyż 'bossowie' wytwórni Atlantic stwierdzili, że angielszczyzna wokalisty jest mało zrozumiała! Byli nawet na tyle bezczelni, że zasugerowali zespołowi zmianę wokalisty. Za produkcje wzięli się znowu Harry Vanda i starszy brat Malcolma i Angusa, George Young.
Niemałe zamieszanie wywołała ta płyta, a to z powodu takiego, że wydanie australijskie różniło się nie tylko okładką, ale i tracklistą. W edycji europejskiej brak kawałków takich jak "Jailbreak" i "R.I.P." - co do tej pierwszej mówi się, że wytwórnia usunęła ją celowo z ogólno światowej edycji, a to z powodu tekstu utworu, co właściwie było by bardzo śmieszne, bo w porównaniu do innych tekstów zawartych w utworach takich jak „Dirty Deeds Done Dirt Cheap” czy „Problem Child” które też są na tym albumie, "Jailbreak" nie wypada tak źle. Powody usunięcia drugiego utworu są nieznane. Zamiast tych dwóch piosenek mamy "Love At First Feel" i "Rocker". Okładką zajęła się znana firma Hipgnosis pod wodzą Storma Thorgersona i spółki. Byli oni wówczas już znani z okładek takich albumów jak "The Dark Side Of The Moon" i "Wish You Were Here" Pink Floydów.
Pierwszą pozycją na płycie jest tytułowe DDDDC i według mnie jest jednym z najlepszych jak nie najlepszym utworem na płycie. Narastające tępo gitary, potężnie, jak na te czasy, brzmiąca perkusja, szorstki i charyzmatyczny śpiew Scotta (Bon wciela się w tej piosence w wyjętego spod prawa kochanka) no i do tego kapitalne solo Angusa sprawia, że po dziś dzień jest utworem granym przez zespół na koncertach. Następnym utworem na płycie jest "Love At First Feel", kompozycja bardzo prosta i melodyjna, trochę zahaczająca o blues, może się podobać ale też nie musi. Bardziej przypomina dokonania i estetyke The Easybeats, szczególnie w refrenie .
Zespół trochę zwolnił tempo w trzecim utworze, a jest nim Big Bals. Krótki, ponad dwu minutowy song. Tekst opowiada o imponujących wielkością jądrach, jakie posiada Bon. Jest jakby aluzją do znanego kawałku „Great Balls Of Fire” Jerrego Lee Lewisa. Kawałek ten jest nie tyle w stylu AC/DC, co w stylu samego Bona Scotta! Spokojny akompaniament, brak gitarowego sola Angusa i zaśpiewki chórku są jakby tłem dla wspomnianych wcześniej przechwałek.
Z kolei jeden z moich ulubionych numerów na płycie to "Rocker". Według mnie jeden z najszybszych utworów w całej twórczości AC/DC. Świetna dawka rock n rollowego szaleństwa, prosty, powtarzający się riff i śpiewo-krzyki Bona naprawdę dają kopa, polecam słuchać na full regulator. I’m A Rocker I’m A Roller ... I’m A Rock N Roller Man.
Kolejnym utworem jest Problem Child, można powiedzieć klasyk AC/DC, bardzo dobre zgranie gitar w intro a po chwili śpiew Bona. Refren idealny do skandowania na koncertach. Wersja tej piosenki na płycie jest nieznacznie dłuższa od tej, która będzie na następnym longplayu "Let There Be Rock".
Next song to There’s Gonna Be Some Rockin - taka odmiana Bluesrocka w wykonaniu AC/DC. Moim zdaniem średniak na płycie - notoryczne powtarzanie refrenu może denerwować po słuchaniu na dłuższą metę. W moim odczuciu jest to typowy wypełniacz.
Ain’t No Fun (Waiting Round To Be A Milionaire) to jeden z moich faworytów na płycie, dość długi utwór jak na Ejsów bo trwający niecałe 8 minut. Utwór ten to typowe Boogie Woogie, rozkręca się dość powoli przez 4 minuty, a później przechodzi w totalne szaleństwo aż do końca.
Przedostatnim kawałkiem na płycie jest piosenka dość nietypowa jak na AC/DC, ponieważ jest to ballada - ewenement w ich twórczości. Piosenka może się dość mocno kojarzyć z wydaną trzy lata wcześniej na płycie Tres Hombres ZZ Top kompozycją Jezus Just Left Chicago….
Ostatnim kawałkiem na płycie jest Sqealer. Bardzo miło się słucha basu a to zasługa Marka Evansa, który opuści zespół niebawem i na następnej płycie będzie już grał nowy basista Cliff Williams. Zachwycać może w tym utworze szalone solo trwające pół utworu. Udane zakończenie jakże udanego albumu.
Tak więc podsumowując album Dirty Deeds Done Dirt Cheap może nie jest przełomowym dziełem w ich twórczości, tylko swoistą kontynuacją tego co zespół rozpoczął na High Voltage. Gdybym sam oceniał ten album dałbym mu mocną 4 na 5. Lecz dopiero następne dzieło miało się stać przełomowe w ich twórczości.
By Baszek
|