Black Ice
Written by GambiT    Thursday, 21 January 2010 16:10    PDF Print E-mail

AC/DC – „Black Ice”

 

AC/DC – „Black Ice”

 

Kazali czekać na swój nowy album osiem lat... ale czy warto było okazać cierpliwość? Znalazły się głosy zajadłych hipokrytów mówiące, że wszystko grają no jedno kopyto i nic nie zmieniają w swojej muzyce. Jednak ten, który tak mówi, musi zdać sobie sprawę, że ta muzyka jest dla rock'n'rollowców, którzy szanują muzykę i słuchają jej z uwagą.

Nie można do Black Ice podejść z nastawieniem: ,,Oni już są starzy, niczym mnie nie zaskoczą, nie będzie to drugie Back in Black''. Z pozoru niby wszystko to samo: motoryczne riffy, chóralne zaśpiewy, miarowe uderzenia perkusji i basu, chrypka Briana Johnsona i uzupełnianie się gitar braci Young... ale... no, właśnie ale to jest ich styl do którego doszli poprzez ciężką pracę, tego nie da się pomylić z niczym innym.

A po co mieliby coś zmieniać? Po to, żeby powoli niknąć we mgle jak wiele znanych zespołów, które z płyty na płytę żonglowały stylami? AC/DC gra to co lubi i nic nie robi na siłę, w przeciwieństwie do większości... Trzeba przy tym zaznaczyć, że nie nagrywają ciągle tych samych płyt, bo to by było krzywdzące i kłamliwe stwierdzenie. Każda płyta jest inna, ale po prostu w ich stylu i jest logicznym następstwem poprzednich... Na Black Ice zostało zamieszczone, aż piętnaście utworów, a zestaw otwiera Rock'n'roll Train, który zapamiętuje się z miejsca: świetne współbrzmienie gitar, mocna perkusja i nieprawdopodobnie silny głos Johnsona... ostatnio śpiewał tak mocno na The Razor's Edge...Drugi strzał to Skies on Fire, który czaruje szarpanymi zagrywkami Malcolma i Angusa oraz świetnymi chórkami.

Następny jest Big Jack, który nie jest bluesem w stylu The Jack, ale szybkim, napędzonym przez bas, śpiewnym rock'n'rollem. Kolejny strzał między oczy funduje Anything Goes i War Machine. Pierwszy z nich to najlżejszy utwór na płycie, bardzo wesoły i pozytywny, a drugi to po prostu miazga totalna: mroczny podkład starszego z braci Young i świdrujące zagrywki uczniaka, który wręcz nimi hipnotyzuje... Smash n Grab charakteryzuje miękki, rozbudowany, Williamsowy bas i wpisujące się w dramaturgię kawałka grupowe zaśpiewy. Po tym nadszedł czas na Spoilin For A Fight, który jest bardzo w tradycji AC/DC: akordy oscylujące w okolicach H i napędzający całość bas. Naprawdę świetna rzecz.

Kolejny numer to Wheels, który jest bardzo dynamiczny i niesie ze sobą miękkie frazy gitary rytmicznej w stylu Go Down. Numer 9 to Decibel kontynuujący blusrockową spuściznę zespołu i pokazujący jak niewiele trzeba, żeby zrobić świetną piosenką.

A teraz zaskoczenie, Angus gra w Stormy May Day techniką slide! Robi to naprawdę kapitalnie, bo ten sposób gry nie należy do najłatwiejszych... Piosenka sama w sobie jest po prostu piękna. I nie przeszkadza brak sola, ponieważ jak mówi sam Angus, gra to co potrzeba i ani nuty więcej. She likes rock'n'roll to przede wszystkim funkowy bas na początku, mocarne partie gitar i chórki w stylu Dirty Deeds... Money Made to bluesowy rytm, świetna robota wokalna i bujające się riffy.AC/DC – „Black Ice”

Następny utwór Rock'n'roll Dream jest utrzymany w stylistyce bluesowej i raczy nas szybkimi przejściami perkusyjnymi i nie wiem jak to opisać, ale zdaje się, że jest wzruszający. Po prostu arcydzieło i najlepszy dowód na to, że muzycy AC/DC to absolutni geniusze. Rocking all the way to southern rockowy ,,imprezowicz'' a'la ZZTop, który ma fajny tekst.

Płytę zamyka kompozycja tytułowa, w której nie sposób nie zauważyć roboty Philla Rudda. Ci, którzy uważają, że jest słabym perkusistą już tak więcej nie powiedzą. Zasługuje on na miano najlepszego perkusisty, który kiedykolwiek grał W Acca Dacca. Znam zawodowców, którzy grają zagrywki perkusyjne Johna Bohnama czy Iana Paice'a perfect, a tego nie udźwigną. W ogóle ten cały utwór się tak ,,buja''. Tak zamyka płytę, że na pewno się do niej wróci nieraz.

Ogólnie rzecz biorąc jest to album naprawdę zaskakujący i równy. Nie sądzę, żeby kiedykolwiek mi się znudził. Słucham go jednym tchem, nie przełączam piosenek, po prostu płyną. Jeśli miałbym przyjąć skalę od 1 do 10, bez wahania dałbym 10, ponieważ jest to rzecz już w tym momencie ponadczasowa, która będzie dobra za 10, 30, 50 i więcej lat. Chodzą pogłoski, że to jest ostatnie ich dokonanie, ale nikt nie wie co będzie dalej. Jeżeli jednak to jest ich ostatni krążek możemy być pewni, że odeszli z hukiem. Największym.

 

 

Artur
Łódź, 07.07.09r.