Flick Of The Switch
Written by GambiT    Thursday, 21 January 2010 16:11    PDF Print E-mail

AC/DC – „Flick Of The Switch”

 

AC/DC – „Flick Of The Switch”

 

Flick of The Switch jako najnowsze dziecko zespołu AC/DC trafiło na półki sklepowe dnia 15 sierpnia 1983 roku. Jako następca takich albumów jak For Those About To Rock (We Salute You) czy legendarny „Back in Black” , stał się niewątpliwie krążkiem ,który miał potwierdzić wysoką formę chłopaków z Australii lub wywołać rozczarowanie albo nawet niechęć wielu fanów. Z czasem okazało się ,że opinie na temat tej płyty są wielce podzielone: jedni uważają ją wręcz za najgorszą w historii zespołu , inni chwalą przede wszystkim jej solidne, surowe typowe dla AC/DC brzmienie. Z całą odpowiedzialnością za moje słowa jednak mogę stwierdzić ,iż jest to naprawdę wielkie dzieło AC/DC ,a ilość zalet tej płyty wywołuje niesamowicie pozytywne wrażenia...

Płyta powstała wiosną 1983 roku , mianowicie w kwietniu. Był to trudny czas dla zespołu ,gdyż pod koniec sesji nagraniowej bębnów, pogłębiające się uzależnienie Phila Rudda od narkotyków i jego konflikt z Malcolmem doprowadziły do wydalenia perkusisty z zespołu. Kapela jednak szybko znalazła zastępstwo na jego miejsce : do AC/DC dołączył Simon Wright ,który zagrzał miejsce wśród chłopaków do 1989 roku.

Płytę otwiera utwór „Rising Power” z wielce treściwym ,ociekającym szorstkością riffem braci Young. Po kilkudziesięciu sekundach da się już słyszeć wokal. „Jonna” na tymże kawałku i na całej płycie radzi sobie doskonale. „Rising Power” można uznać za jeden z lepszych kawałków tego krążka, wysokim atutem tego utworu jest melodyjny refren i ciekawe solo Angusa.

Po niecałych czterech minutach mamy kolejny kawałek: „This House is on Fire”. Ciekawy refren i chyba nic więcej . Nie nazwałbym tego utworu „wypełniaczem” ale pozostaje lekki niedosyt, myślę ,iż potencjał tego kawałka nie został w pełni wykorzystany.

Czas na utwór tytułowy: „Flick Of The Switch” . Kawałek umiarkowanie szybki , główny riff ociekający rock n rollem , kilka brawurowych zawodzeń Johnsona i sympatycznie kopiące w tyłek solo Angusa. Poza tym , kolejny kawałek doskonale realizujący dewizę : „sex , drugs and rock n roll”. „ She got you reelin' on a rockin' machine” … i wszystko jasne.

Następnie mamy utwór o „zabawie” z policją(„Law is gonna get you this time And throw away the key) . Panowie schodzą lekko z tempa i serwują słuchaczowi „Nervous Shakedown”. Utwór przyjemny dla ucha , melodyjny. „Metronomowa” perkusja, świetny wokal i gitary. Jeden z lepszych kawałków na płycie.

Zejście z tempa jednak trzeba było nadrobić i oto mamy kawałek „Landslide” , typowego rock 'n' rollowego zmiatacza. Jechana na całego od początku do samego końca. Utwór tempem przypomina kawałek „Rocker” jeszcze z czasów Bona Scotta . Panowie z Australii za pomocą „Landslide” wyraźnie dają do zrozumienia ,że rock n roll mimo ,iż powoli się starzeje ,to ma się całkiem dobrze.

„Guns For Hire” jest niewątpliwie jednym z lepszych utworów na albumie i nie ma się co dziwić ,że na trasie koncertowej promującej album właśnie “Guns For Hire” był kawałkiem otwierającym koncerty. Z dość oryginalnego „strzelającego” intra zostajemy automatycznie wessani w wir niesamowitej rockowej machiny. Chwytliwa zwrotka , melodyjny refren , no i „big shot” w postaci solówki Angusa Y. Doskonałe muzyczne 4 minuty i pozamiatane. „Guns for hire , shoot you with desire” ? Owszem , z każdym przesłuchaniem tego kawałka ,człowiek żąda by go przesłuchać raz jeszcze.AC/DC – „Flick Of The Switch”

„Deep In The Hole”. Kolejny utwór obok „This House is on fire” ,którego potencjał nie został w pełni wykorzystany. Oczywiście posłuchać zawsze można . Później mamy wg mnie kawałek numer jeden obok „Guns For Hire” , a mianowicie „Bedlam in Belgium” , opowiadający o bójce na jednym z koncertów zespołu w Belgii. Utwór wpada w ucho i porywa wręcz momentalnie ,a słowa świetnie oddają istotę twórczości chłopaków z Australii : „We don't play just for pay, So we'd like to stay , Stay just the same”. „Badlands”. Utwór z ciekawym głównym riffem w wersji „bad” . Kawał porządnego rocka utrzymanego w interesującej tonacji. Wielki plus za wokal dla „Jonny”. No i powoli docierając do końca albumu stajemy twarzą w twarz z „Brain Shake”. Utwór podobny jeśli chodzi o tempo do „Landslide”. Moim zdaniem trochę nie trafiony jako kawałek zamykający album. Może się podobać , acz nie musi. Trzyma przyzwoity poziom.

Album Flick of The Switch w mojej opinii jest niezwykle spójnym krążkiem w dorobku AC/DC i z pewnością nie powinien być uznawany za najgorsze wydawnictwo w historii zespołu. Kawał porządnego rocka , świetne solówki , surowy wokal Johnsona. Mimo ,iż na płycie można odnaleźć kilka słabszych kawałków to takie utwory jak np. „Guns For Hire” , 'Rising Power” czy też utwór tytułowy zapadają w pamięć. Warto jednak wspomnieć ,iż niezwykle trudno jest stworzyć naprawdę dobry album mając w dorobku dzieło na miarę „Back In Black”. Ale z całą odpowiedzialnością można powiedzieć ,iż w przypadku Flick Of The Switch panowie z AC/DC stanęli na wysokości zadania.

 

Voytazz