High Voltage (AUS)
Written by GambiT    Thursday, 21 January 2010 16:25    PDF Print E-mail

AC/DC – „High Voltage” (AUS)

 

AC/DC – „High Voltage

 

Debiutanckie płyty są zwykle bardzo szczególnymi pozycjami w dyskografiach wykonawców rockowych. Bywa, że dany zespół już na pierwszej płycie „pokazuje na co go stać”, jak zrobili to na przykład The Doors czy Black Sabbath. W skrajnych przypadkach zdarza się, że pierwszy album pozostaje na zawsze najlepszym, bądź najpopularniejszym krążkiem w dyskografii, taki „problem” ma choćby Mike Oldfield, czy grupa Vanilla Fudge. Częściej jednak, pierwsze płyty są trochę nieporadne, nie do końca przemyślane, i nie pokazujące w pełni możliwości zespołu. Dokładnie taka sytuacja występuje przy australijskiej wersji płyty „High Voltage” AC/DC, która to płyta jest pierwszym longplay’em nagranym przez grupę braci Young, i zarazem pierwszym studyjnym zapisem współpracy zespołu z wokalistą Bonem Scottem.

Album został nagrany w listopadzie 1974 roku w Albert Studios pod okiem George'a Younga oraz Harry'ego Vandy. Niestety, płyta była nagrywana na szybko i w mocno „kombinowanym” składzie (partie basu nagrał George Young, a za perkusją zasiadł niejaki Tony Currenti), i to znacznie rzutuje na finalny efekt sesji. Płyta bowiem jest mocno nierówna, co jeszcze byłoby do przełknięcia, ale gorzej, że utworom wyraźnie brakuje dynamiki i porządnego brzmienia. Album otwiera „Baby Please Don’t Go” z repertuaru Big Joe Williamsa. Wersja ta może się podobać, choć nie jest to żadna rewelacja, po prostu dobrze odegrany standard, jednak nie da się zaprzeczyć, że np. grupa Budgie „poradziła sobie” z tym zadaniem lepiej. Dalej mamy jeden z bardziej nietypowych utworów w całej dyskografii AC/DC, a mianowicie „She’s Got Balls” – ciężki, szorstki, bluesowy walec, którego można by się prędzej spodziewać po grupach w rodzaju Buffalo czy nawet Mountain. Szczerze mówiąc, początkowo w ogóle mi ta kompozycja nie podchodziła, jednak z czasem bardzo ją polubiłem, uważam wręcz, że to jeden z lepszych utworów z „wczesnego” okresu AC/DC. Trzeci indeks na płycie należy do „Little Lovera”. Pięć i pół minuty zajmowane przez ten utwór to przyjemnie wleczący się blues, lekko zahaczający o południe Stanów Zjednoczonych. I nie byłoby tutaj nic szczególnego, gdyby nie wokal Bona Scotta, który świetnie bawi się barwą głosu, mistrzostwo świata w tej dziedzinie osiągając w refrenie. Ciężko też nie uśmiechnąć, w momencie w którym Bon z przekąsem wspomina o swoim zdjęciu na ścianie pokoju dziewczyny obok plakatu Gary'ego Glittera – to trzeba usłyszeć ;)

Numer cztery, czyli „Stick Around” to już bardziej typowe dla AC/DC granie, tego typu kawałki znajdowały się później np. na „Dirty Deeds Done Dirt Cheap”, szkoda tylko, że brakuje tutaj jakiegoś łatwo wpadającego w ucho motywu, riffu… refren także pozostawia wiele do życzenia, znów najlepszy bezapelacyjnie jest Bon. „Soul Stripper” czyli pozycja numer pięć, to pozostałość po niezbyt udanym okresie, kiedy za mikrofonem w AC/DC stał Dave Evans. Znów jest to nieco inne granie niż na późniejszych płytach, utwór zaczyna się długą, gitarową introdukcją , która dobrze buduje napięcie. Ogólnie numer jest dość „niepokojący”(znów świetny Bon Scott!), i mimo, że jak już wspomniałem znacznie różni się od tego z czego AC/DC jest najbardziej znane, jest to bardzo dobra piosenka, jedna z lepszych na płycie. „You Ain’t Gonna Hold On Me” to znów bardziej bluesowe klimaty, i choć słucha się tego przyjemnie, to nie da się niestety ukryć, że zarówno Bracia Young jak i Bon Scott okrutnie tutaj przynudzają. Dobrze, że po LP „Dirty Deeds…” zespół zrezygnował z tego typu utworów.AC/DC - High Voltage AUS

O kilku utworach z tego krążka napisałem, że są dość nietypowe jak na AC/DC. W takim razie przestani numer na płycie należy nazwać absolutnym fenomenem. „Love Song”, bo tak się ów utwór nazywa to… delikatna ballada zagrana przez Angusa na gitarze akustycznej (jeden, jedyny raz w historii zespołu!). Członkowie AC/DC w późniejszych latach wiele razy wypowiadali się bardzo negatywnie na temat ballad (no i fakt faktem, później nigdy już żadnej nie nagrali, chyba że za balladę uznamy „Ride On”), ale „Love song” to w sumie bardzo udany numer, gdyby płyta została wydana w USA, myślę, że ten numer mógłby nawet zamieszać na listach przebojów.

No i finał płyty, czyli „Show Business” – niby wszystko tutaj jest na miejscu, jest mocno, szybko i „do przodu”, ale brak w tym jakiejś myśli przewodniej, czegoś co przykułoby uwagę, bo niestety sztampowego tekstu o tym jaki to biznes muzyczny jest zły, ani chóralnego porykiwania w refrenie za „coś ciekawego” ciężko uznać. Szczerze mówiąc, zwykle wyłączam „High Voltage” gdy wybrzmią ostatnie takty „Love Song”.

Album nie zrobił wielkiej kariery w Australii, jednak zespół został dzięki tej płycie zauważony, bracia Young i spółka pojawili się w telewizji, no i dostali szansę na nagranie kolejnej płyty. Jak wiadomo, po skompletowaniu sekcji rytmicznej(Mark Evans – Bas, Phill Rudd – Perkusja), szansę tą w pełni wykorzystali, nagrywając rewelacyjny album „T.N.T.”.

Jeszcze kilka słów o dość pokręconych losach wydawniczych tego albumu. „High Voltage” nigdy nie zostało oficjalnie wydane w Europie i USA w „oryginalnym” kształcie, ani na płycie winylowej, ani na kompakcie. Ogólnoświatowy debiut zespołu, jak zapewne wszyscy wiedzą, nazywa się owszem „High Voltage”, ale z omawianych tu utworów znajdują się na nim tylko „She’s Got Balls” oraz „Little Lover”. Utwory „Baby Please Don’t Go”, „Soul Stripper”, „You Ain’t Gonna Hold On Me” i „Show Business” ukazały się na całym świecie na mini albumie „’74 Jailbreak”, wydanym w 1984 roku. Natomiast na oficjalne wydanie „Love Song” i „Stick Around” musieliśmy czekać aż do 2009 roku, kiedy to ukazały się one wraz z innymi „rarytasami” jako część boxu „Backtracks”.




Tomash

Last Updated ( Saturday, 13 February 2010 02:03 )